logo

O przyczynach wypadków w lesie

Jak poprawić bezpieczeństwo pracy w lesie? Kontrole nie wystarczą, potrzebne są zmiany systemowe.

Praktycznie nie ma miesiąca, aby nadleśnictwo, z którym współpracuję, nie przysłało do mojej wiadomości informacji o zaistniałym wypadku w lesie przy pozyskiwaniu drewna. To budzące trwogę zjawisko u każdego wrażliwego człowieka musi wzbudzić pogłębioną refleksję. Niestety, informacje te najczęściej dotyczą wypadków śmiertelnych lub ciężkich, ze skutkami trudnymi do przewidzenia.

Szukanie winnego
Pamiętam czasy, kiedy obowiązywała słusznie miniona ideologia. Wtedy wypadek śmiertelny w lesie wywoływał prawdziwe trzęsienie ziemi. Potwierdzą to zapewne pracujący w tamtym czasie leśnicy, którzy mieli nieszczęście zetknąć się z owym problemem. Wydaje się, że wtedy, gdy człowiek był tylko „mierzwą historii”, problem śmierci pracownika w czasie pracy na skutek wypadku, był jednak traktowany z powagą.


Co prawda, najczęściej tak postępowano, aby znaleźć przysłowiowego kozła ofiarnego spośród nadzorujących pracę i jemu przypisać sporą część winy za zaistniałe wydarzenie, nawet gdy poszkodowany popełnił oczywisty błąd. Tym niemniej sprawy nie pozostawiano ot tak sobie, bez wyciągnięcia wniosków na przyszłość.


Dziś, gdy zaistnieje wypadek przy pracy, a na podorędziu mamy kozła ofiarnego w osobie pracodawcy poszkodowanego, czyli firmy zewnętrznej realizującej zamówienie publiczne, administracja Lasów Państwowych wydaje się mieć lepsze samopoczucie.


W zasadzie sprawa kończy się na sporządzeniu i rozesłaniu notatek służbowych. Nie wydaje się, aby powodowała u kogokolwiek niepokój moralny. Nikt też raczej nie jest zainteresowany dociekaniem czy przyczyn wzmożonej ilości wypadków nie należy szukać dalej, wychodząc poza przebieg samego zjawiska.

 

 

Pogoń za wydajnością
Ponieważ na wstępie powiedziano, iż rzecz wymaga pogłębionej refleksji, podejmijmy próbę znalezienia, nazwijmy je pierwotnymi, przyczyn wzmożonej ilości wypadków w lasach. Skupimy się na bezpieczeństwie pracy przy ręczno-maszynowym pozyskiwaniu drewna, gdyż zdecydowana większość wypadków ma miejsce przy wykonywaniu tej czynności.


Analizując otrzymywane informacje o przebiegu nieszczęśliwych zdarzeń, można zauważyć,  że w większości do wypadku dochodziło na skutek zaskoczenia nieoczekiwanym zjawiskiem niezwiązanym wprost ze ścinanym drzewem, ale ze znajdującym się wokół drzewostanem. Można wysnuć wniosek, że drwal przystępował do pracy przy ścince i obalaniu niejako na oślep.


Koncentrował się na ścinanym drzewie, nie zwracając uwagi na zagrożenia ze strony otaczającego drzewostanu, na przykład nadłamane konary zwisające nad miejscem pracy, uschnięte drzewa, drzewa silnie pochylone w otoczeniu stanowiska pracy itp.
Idąc dalej nasuwa się stwierdzenie: drwal nie rozpoznał zagrożeń ze strony środowiska pracy, uznał je za niewarte poświęcania im czasu w pogoni za wydajnością. Uczynił tak wiedząc, że jego zarobek zależy wprost od wydajności.


Osiągnąć przyzwoitą wydajność można również bez zbytniego pośpiechu, zachowując przy tym przepisy bezpieczeństwa pracy. Wymaga to jednak właściwej jej organizacji, czyli przede wszystkim zachowania odpowiedniego rytmu pracy. Drwal i jego pracodawca przeważnie nie mają takiego komfortu. Pracują pod presją czasu wywołaną chimeryczną na ogół organizacją zbytu drewna. Okresy względnego zastoju przeplatają się bowiem z okresami, gdy drewno potrzebne jest „na wczoraj”.

Między młotem a kowadłem
Pracodawcy drwali są ostatnimi, którzy chcieliby nieszczęścia pracownika, a już na pewno nie jego śmierci czy kalectwa. Gdyby rzecz zależała wyłącznie od nich, inaczej wyglądałaby organizacja pracy. Niestety ich sytuacja to ciągłe balansowanie gdzieś między przysłowiowym młotem a kowadłem.
Podobnie jak ich pracownicy, posiadają rodziny, którym muszą zapewnić byt, dlatego godzą się na bezwzględny dyktat Lasów zamawiających usługę. Biorą więc pracę za ceny źle skalkulowane i dalekie od rynkowych, płaconych za porównywalne czynności. Z tego „tortu” muszą wykroić jak największy kawałek dla pracowników, pod presją porzucenia przez nich pracy.


Jeśli ktoś twierdzi, że nie muszą, że mogą dać w przetargu wyższe ceny, że ceny są przecież „rynkowe” i w ogóle, to znaczy, że żyje w świecie iluzji. Podobnie między bajki należy włożyć opowieści o „wyzysku” robotników leśnych przez właścicieli zuli. Nie ma drugiego takiego sektora gospodarki, gdzie pracodawca oddawałby z uzyskanego przerobu 50 i więcej procent netto do ręki pracownika. Każdy kto umie kalkulować ceny usług potwierdzi, że jest to ekonomiczne samobójstwo, a w branży leśnej musimy tak postępować.


Pracuję w tym „biznesie” od 30 lat i wiem o czym piszę i mam na to twarde dowody. Chętnie zmierzę się z każdym, kto zarzuci kłam tym słowom. Najlepiej, aby odbyło się to na publicznym forum z udziałem mediów. Byłaby może okazja przebić się z prawdą do opinii publicznej.

BHP kosztuje
Zanim przejdę do dalszego ciągu, chciałbym przypomnieć pewne zjawiska. Czynię to nie bez powodu, gdyż w nich upatruję pośrednich przyczyn wzmożonej fali wypadków z jaką mamy do czynienia.
Po pierwsze: Lasy Państwowe mówią wiele o misji jaką pełnią. Czy byłoby od rzeczy bardziej zatroszczyć się o tych, których praca daje komfort wypełnienia owej „misji”. Przy czym nie chodzi tu o jakiś rodzaj paternalizmu, ale uczciwy dialog z uwzględnieniem interesów stron i osiągnięciem kompromisu, tak jak powinno to mieć miejsce w społeczeństwie demokratycznym.


Po drugie: firmy zewnętrzne kontraktujące wykonawstwo usług leśnych, są słabszą stroną w układzie zamawiający – wykonawca i muszą pracować za nierzetelnie skalkulowane ceny zaproponowane przez zamawiającego. Sytuacja tu odbiega daleko od praktyki zamówień publicznych w innych branżach.
Po trzecie: zamawiający tłumaczy wielkość proponowanych cen za usługi brakiem pieniędzy, realizując równocześnie mniej lub bardziej wydumane „projekty” i utrzymując administrację w takiej ilości osób na 1000 ha lasu państwowego, jakiej nie ma gdzie indziej w Europie.


Tutaj musi nasunąć się kolejna refleksja. Czy istniejący sposób dystrybucji pieniądza uzyskanego z gospodarstwa będącego własnością narodu, jest tym najlepszym z możliwych? Czy zasadne jest mówienie o haraczu, gdy właściciel gospodarstwa – Państwo, które reprezentuje przecież naród – upomniał się o trochę grosza z należącej do niego jednej czwartej kraju? Czy dotychczasowy podział pieniądza jest sprawiedliwy społecznie czy może służy jakiejś kolejnej nadzwyczajnej kaście?


Wszystko to, choć wydawałoby się, że nie ma związku ze sprawą, składa się na ciąg przyczyn, które determinują zwiększoną wypadkowość przy pracy w lesie. Wynika to z prostej zależności, iż ochrona pracy kosztuje. Jak mają ją realizować firmy, którym jedynie starcza na kiepskie wynagrodzenia pracowników i bardzo ograniczoną konsumpcję właściciela, bez poważnych inwestycji w rozwój przedsiębiorstwa?

Kontrola nie wystarczy
Przedsiębiorcy leśni nie potrzebują szczególnego traktowania, jeśli już to traktowania na równi z przedsiębiorstwami z branży budowlanej wykonującymi zamówienia publiczne Lasów Państwowych, które rzeczywiście realizują za ceny wolnorynkowe.


Ponieważ przedsiębiorcy bardzo cenią swoich pracowników, pragną, aby praca w lesie nie była dla nich źródłem zagrożenia zdrowia i życia, aby była to praca za adekwatne pieniądze, dobrze zorganizowana i nie ponad siły, realizowana przez w pełni wyszkolonych pracowników. Kiedy to osiągniemy, naszym światem nie będą wstrząsać kolejne informacje o tak licznych śmiertelnych wypadkach przy pracy w lesie, jak obecnie.


To jednak wymaga zmian systemowych, niekiedy bardzo głębokich. Nie wystarczy ograniczyć się do przeprowadzenia kontroli stanu BHP w zakładzie usług leśnych, gdy wydarzy się wypadek. To, że kontrole załatwią sprawę jest naiwnym myśleniem.


Potrzebna współpraca
Przedsiębiorcy leśni zrzeszeni w Polskim Związku Pracodawców Leśnych, którego jestem członkiem, są żywo zainteresowani i mają pomysły, jak podnieść poziom bezpieczeństwa pracy w leśnictwie. Podjęli chociażby, między innymi, próbę stania się agendą krajową jednej z europejskich organizacji zajmującej się sprawami bezpieczeństwa pracy w gospodarce leśnej. Niestety, próba ta została udaremniona przez osobę obecną na spotkaniu z przedstawicielami zarządu tejże organizacji. Osoba ta jest pracownikiem Lasów Państwowych i została potraktowana jako ich reprezentant.


Realizacja pomysłów przedsiębiorców mogłaby się walnie przyczynić do podniesienia poziomu bezpieczeństwa pracy w lesie, wymaga to jednak woli współdziałania ze stroną Lasów Państwowych i dokonania pewnych zmian systemowych, którymi jednak ta strona wydaje się być nie zainteresowana.
Mądrzy w takiej sytuacji powiadają, że jeśli jakiś system źle działa, to raczej nie należy go reformować. Ponoć niewiele to da i lepiej aby szybko upadł, bo będzie to bardziej korzystne w rozumieniu dobra ogółu. Może więc trzeba tylko poczekać?   
Włodzimierz Grzebieniowski
Przewodniczący Komisji Etyki Polskiego Związku Pracodawców Leśnych

Dodano 15:23 22-09-2020